Mariusz Nazar
Materiały

Żeby kurs nie skończył się na przeczytaniu

Lekcja kursu albo artykuł dają niewiele, dopóki zostają teorią. Przechodzę je więc inaczej: każdy element odnoszę do własnej pracy, wypróbowuję na swoim projekcie i kończę decyzją, czy go przejmuję, odrzucam, czy zostawiam otwarty. Dopiero w ten sposób nauka zaczęła zmieniać moją codzienność.

Przeczytane i zapomniane

Prawie każda dobra lekcja kursu oczekuje, że coś wypróbujesz: na swoim projekcie, na przykładzie, w swojej pracy. Tyle że zwykle ciężko znaleźć do tego punkt zaczepienia. Na pewnym etapie życia nasze nawyki są już raczej zamknięte i nie zostaje w nich wiele miejsca na to, żeby zrobić coś inaczej. Takie porady łatwo więc olać, a lekcja kończy się na samym przeczytaniu.

Żeby coś wypróbować, zwykle potrzebujemy impulsu z zewnątrz albo przewodnika, który nas przez to przeprowadzi. Za takiego przewodnika może służyć LLM. Nie musimy się wtedy zastanawiać, co wypróbować, jak to zrobić, z czym to się wiąże, a z czym nie bardzo. Możemy skupić się na sednie lekcji, bez dbania o całą otoczkę organizacyjną.

Ja przechodzę materiał właśnie tak i od początku do końca chodzi w nim o wypróbowanie. Nawet samo zapoznanie się z treścią wymaga ode mnie zastanowienia, co ona dla mnie znaczy i do czego w mojej pracy się odnosi.

Jak przechodzę lekcję

Zaczynam od kontekstu. Zanim padnie pierwsze pytanie, ustalam, do czego materiał przykładam: do czegoś, z czym pracuję na co dzień, co mnie dotyczy i w czym ta treść mogłaby coś zmienić. Każdy kurs ma przy tym własny zestaw pytań, przez które oglądam jego treść, na przykład „czy to wchodzi do mojego procesu” albo „czy to zmienia moją ofertę”.

Potem agent AI rozkłada lekcję na elementy - praktyki, narzędzia, reguły - i przy każdym sprawdza, co w tym miejscu robię dziś. Dalej prowadzi ze mną wywiad, element po elemencie. Wywiad zmusza mnie do odpowiedzi, co ta informacja znaczy dla mnie i jak bym ją przełożył na swoją pracę.

Każdy element kończy się werdyktem: przejmuję, odrzucam albo zostawiam otwarte, z warunkiem, kiedy do niego wrócić. Każde „przejmuję” trafia tam, gdzie zmienia pracę: do zadania, do pliku, do zapisu decyzji. Werdykt bez takiego miejsca przestaje istnieć w dniu, w którym kończy się sesja.

Przy kursach technicznych dochodzi wypróbowanie. Zanim zapadną werdykty, narzędzia z kursu uruchamiam w osobnej sesji na własnym projekcie, u mnie na grze Loop, którą buduję. Przejęte rzeczy wchodzą potem do mojego sposobu pracy nad produktem i tam przechodzą drugą próbę. Z próby do produktu nie przenoszę kodu, tylko wiedzę zapisaną w werdykcie.

Tak samo da się przejść artykuł. Zwykle nie ma wtedy na czym go wypróbować, ale wywiad i werdykty zostają, więc z artykułu też zostają decyzje.

Jak przechodzę lekcjęLekcję zaczynam od kontekstu i pytań, przez które oglądam materiał. Potem rozkładam ją na elementy i przy każdym sprawdzam, co robię dziś. Przy kursach technicznych narzędzia z kursu wypróbowuję w osobnej sesji na swoim projekcie. Wywiad element po elemencie prowadzi do werdyktu: przejmuję, odrzucam albo otwarte. Przejęte trafia do zadania, pliku albo zapisu decyzji i przechodzi drugą próbę w moim sposobie pracy, która może zmienić werdykt.1. KONTEKSTdo czego przykładam materiałi przez jakie pytania go oglądam2. ELEMENTYlekcja rozłożona na praktyki,narzędzia, regułyprzy każdym: co robię dziś3. PRÓBA NA MOIM PROJEKCIEnarzędzia z kursu,w osobnej sesjitylko kursytechniczne4. WYWIADelement po elemencie:co to znaczy dla mojej pracy?5. WERDYKTprzejmujęzadanie · plik · zapis decyzji6. DRUGA PRÓBAw moim sposobie pracymoże zmienić werdyktodrzucamnie pasuje albo już to mamotwartez warunkiem, kiedy wrócić
Jak przechodzę lekcję

Co pokazało wypróbowanie

Najciekawiej robi się wtedy, gdy wypróbowanie pokazuje co innego niż przeczytany tekst. Trzy przykłady z kursu 10xDEVS.

Lista, która odsiewała dobre rozwiązania. Lekcja o wyborze technologii daje listę cech, po których poznać technologię wygodną dla agenta AI, między innymi dobrą dokumentację i popularność. Gdybym ją tylko przeczytał, przyjąłbym ją jako sito: technologia bez którejś cechy odpada. W próbie lista zadziałała właśnie tak i odsiała opcje z czysto formalnych powodów. Jedna odpadła, bo jej dokumentacja nie podawała numeru wersji. Inna przegrała, bo agent nie znalazł dowodu, że jest szeroko używana, choć ta, którą polecił zamiast niej, nie dawała mojej grze żadnej przewagi. Wybrałem tę, która przegrała. Bez próby miałbym w swoim sposobie pracy regułę, która po cichu wycina dobre opcje. Lista została, ale tylko waży przy porównaniu, a nie wyrzuca z niego.

Dokument, którego nikt nie otwiera. Lekcja o wdrożeniu radzi spisać wszystko o infrastrukturze w jednym dokumencie: gdzie działa aplikacja, jak ją wdrożyć i cofnąć, gdzie leżą hasła i klucze. W próbie agent napisał taki dokument, konkretny, na 145 linii. Tylko że w całym procesie nie było kroku, który by go czytał. Taki dokument „nie odpowiada na żadne pytanie”, jest po prostu zbiorem rzeczy o infrastrukturze. Treść przejąłem, ale rozkładam ją tam, gdzie się po nią sięga: dlaczego wybrałem taki hosting - do zapisu decyzji, a jak wdrażać - do instrukcji, której agent używa przy wdrożeniu.

Pytanie, które od razu znalazło błąd. Lekcja o interfejsie każe zacząć od przejrzenia istniejących ekranów i zadać proste pytanie: co zobaczy ktoś, kto wchodzi prosto z linka, bez żadnych danych? Na starej wersji gry trafiło od razu: przy wejściu z linka gracz widział pustą stronę, dopóki gra nie wczytała zapisu. Przegląd znalazł też rzecz, o którą lekcja nie pytała: ten sam kolor znaczył co innego na różnych ekranach. Łatwo to zbyć jako kosmetykę, ale gracz przez to źle czyta grę. Pytanie z lekcji weszło na stałe do przeglądu ekranów.

Większość odpada

Przez jedenaście lekcji kursu przeszło 217 elementów. Przejąłem 48, odrzuciłem 153, a 16 zostawiłem otwartych, z warunkiem, kiedy do nich wrócić. W lekcji o przeglądaniu kodu odrzuciłem wszystkie 24 elementy, bo mój sposób pracy ma już własne przeglądy.

Odrzucam nie dlatego, że te elementy są bezwartościowe. W większości przypadków albo nie pasują do mojego sposobu pracy, albo już je stosuję, więc nie ma czego przyjmować.

Na koniec

Dopiero taki sposób przechodzenia materiału sprawił, że naprawdę sensownie się uczę, a nie po prostu czytam o czymś wartościowym czy fajnym. Wcześniej nauka była u mnie przypadkowa i zwykle rozwleczona w czasie. Teraz jest dużo bliżej mojej codzienności i wpływa na nią dużo szybciej i dużo sensowniej niż kiedyś.

Jeśli chcesz spróbować, zacznij od pierwszego kroku. Zanim otworzysz kolejną lekcję albo artykuł, ustal, do czego je przyłożysz: do projektu, nad którym pracujesz, do swojego sposobu pracy, do czegoś, co ta treść mogłaby realnie zmienić.